The Barkley Marathons znów bez finishera
Alexis Berg

The Barkley Marathons znów bez finishera

  • Dodał: Sebastian Marszałek
  • Data publikacji: 25.03.2021, 12:59

Po raz kolejny nikt z uczestników nie ukończył The Barkley Marathons. Niezwykle popularna impreza w Tennessee w USA czeka na finishera od 2017 roku.

 

Na początku kilka słów czym jest fenomen kameralnej imprezy w parku Frozen Head State Park. Zawody organizowane są przez Gary'ego Cantrella, a inspiracją była ucieczka z więzienia Jamesa Earla Raya. Termin rejestracji jest ściśle tajny, uczestnicy muszą wpłacić wpisowe 1,60 dolara i napisać esej przekonujący organizatora do wybrania go do uczestnictwa w biegu. Wybrani zawodnicy otrzymują list kondolencyjny oraz są zobowiązani do przywiezienia tablicy rejestracyjnej z miejsca ich pochodzenia. Termin oraz godzina startu nie jest znana. Grupa około 40 śmiałków zbiera się w okolicach 1 kwietnia przy charakterystycznym żółtym szlabanie i czekają na sygnał startowy czyli... zapalenia papierosa przez Gary'ego. Trasa nie jest oznaczona, biegacze zbierają kartki wyrwane z książki, które pochowane są na trasie odpowiadającemu swojemu numerowi startowemu (po każdej pętli otrzymują nowy numer).

 

Zawodnicy mają do pokonania pięć pętli o sumie łącznej 160 km i 16500 m przewyższenia (w rzeczywistości dużo więcej) w ciągu 60 godzin. Na każdej pętli zawodnik musi zmieścić się w limicie 12 godzin i przekazać zebrane wcześniej na trasie kartki książek. Nie jest dozwolona pomoc na trasie poza campingiem oraz używanie GPS. Śmiałkowie posługują się mapą i naniesionym na nią przez siebie kursem udostępnionym przed startem The Barkley Marathons. Ukończenie w limicie trzech pętli to zaliczenie tzn. "Fun Run".

 

W TBM biorą udział najlepsi ultramaratończycy, którzy w swoim sportowym CV mają wiele sukcesów w biegach górskich na całym świecie. Fenomenem tych zawodów jest fakt, że od 1986 roku, czyli od ponad 30 edycji bieg ukończyło zaledwie 15 biegaczy i w tym gronie nie ma kobiety. Ostatnim finisherem był w 2017 r. John Kelly, który ukończył morderczy dystans z czasem 59:30:53.

 

Po rocznej przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa sportowcy powróci pod żółty szlaban. Zawodnicy ruszyli na trasę 18 marca o 3:04 czasu lokalnego. Z uwagi na obostrzenia na starcie pojawiło się 36 biegaczy w tym tylko dwie osoby spoza USA: Czech Pavel Paloncy i Argentyńczyk Tano Isola. Podczas pierwszego okrążenia odpadła ponad połowa uczestników. Na drugą pętle ostatecznie wyruszyło 16 osób, a na trzeciej zostało ich już tylko dwóch - trzykrotny finisher Jared Campbell oraz Luke Nelson. Ostatecznie ostatnia dwójka wycofała się z biegu po ukończeniu trzech okrążeń i zaliczając Fun Run z czasem 39:04:08.