"Sandman. Teatr Tajemnic", tom 3 [RECENZJA]
Zdjęcie własne

"Sandman. Teatr Tajemnic", tom 3 [RECENZJA]

  • Dodał: Maciej Baraniak
  • Data publikacji: 13.01.2026, 23:14

Seria Matta Wagnera od lat udowadnia, że złota era komiksu nie bała się przedstawiać brud, dymu papierosowego i ludzkich dramatów, które wcale się nie zestarzały. Trzeci tom przygód Wesleya Doddsa to właśnie w takie rejony, czego wiele osób po niej oczekiwało.

 

Sięgając po Sandman. Teatr tajemnic. Tom 3, miałem pewne obawy. Serie środka często cierpią na zadyszkę - początkowa ekscytacja nowym światem mija, a finał jest jeszcze daleko. Jednak Egmont, serwując nam to grube tomisko, szybko rozwiał moje wątpliwości. To nie jest tylko "kolejny tom". To moment, w którym seria dojrzewa, zrzuca ostatnie resztki grzeczności i jeszcze bardziej wgniata nas w ten ponury świat.

 

Nowy zbiór, obejmujący zeszyty #25–36 (oraz dodatek w postaci Sandman Midnight Theatre), zabiera nas z powrotem do Nowego Jorku lat 30., który stoi u progu wielkiej wojny. Jednak zanim świat zapłonie, Wesley Dodds musi zmierzyć się z demonami własnego miasta. I co ważniejsze – musi nauczyć się żyć z faktem, że jego największy sekret przestał być tajemnicą dla najważniejszej osoby w jego życiu.

 

Tym, co odróżnia ten tom od poprzednich, jest dynamika relacji między Wesleyem a Dian Belmont. To już nie jest tylko "dama w opałach" czy ciekawska narzeczona. Dian staje się pełnoprawną partnerką - nie w walce fizycznej, ale w dedukcji i moralnym wsparciu. Wagner genialnie rozpisuje tę chemię. Ich dialogi są naturalne, pełne troski, ale i napięcia wynikającego z podwójnego życia. To serce tego komiksu, co bardzo mnie cieszy.

 

Jednak spokojnie - krwi jest tu sporo, zwłaszcza w otwierającej tom historii Noc Rzeźnika. To jeden z najmroczniejszych, wręcz horrorowych wątków w całej serii. Wagner nie bierze jeńców, pokazując brutalność nowojorskiego półświatka w sposób, który może zszokować wieloletnich czytelników Vertigo. Mamy tu rzeźnię, dosłowną i w przenośni, która testuje psychikę naszego bohatera. Kontrastem dla tego mroku jest historia Hourman, gdzie Sandman spotyka innego bohatera mające inne podejście do moralności. Motyw dość klasyczny, ale bardzo dobrze zaprezentowany.

 

Nie sposób nie wspomnieć o warstwie wizualnej. Guy Davis to artysta, którego styl albo się kocha, albo nienawidzi – ja należę do tej pierwszej grupy. Jego kreska jest "brzydka", rozedrgana, pełna zmarszczek i cieni. Postacie nie są posągowymi herosami, a są ludźmi z krwi i kości, którzy się pocą, garbią i mają wory pod oczami. To właśnie ta "brzydota" buduje niesamowity, duszny klimat. Nowy Jork w jego wydaniu to miasto, które pożera własne dzieci. Kolorystyka, utrzymana w sepiach, brązach i zgniłych zieleniach, tylko potęguje uczucie zanurzenia w starym, niepokojącym śnie.

 

Sandman. Teatr tajemnic. Tom 3 to komiks wybitny w swojej kategorii. To nie jest lektura lekka i przyjemna, którą polecałbym jako miłe i przyjemne czytadło. To gęsta, wymagająca opowieść o naturze zła - czyli to co w starych komiksach lubimy najbardziej. Egmont jak zwykle się spisał, więc czekamy na więcej!

 

Komiks otrzymałem od wydawnictwa Egmont na mocy współpracy recenzenckiej.

Maciej Baraniak – Poinformowani.pl

Maciej Baraniak

Student UEP na kierunku prawno-ekonomicznym. Prywatnie miłośnik różnych gatunków kina oraz komiksów, a przy tym mający bardzo specyficzny gust muzyczny. E-mail: maciej-baraniak@wp.pl