Cavaliers "wjeżdżają" do finałów konferencji
- Dodał: Igor Wasilewski
- Data publikacji: 08.05.2018, 08:47
Awans koszykarzom z Clevland zapewniła nocna wygrana z Toronto Raptors, 128:93. Szansę na odwrócenie losów serii dali sobie koszykarzy z Filadelfii, którzy na własnym parkiecie wygrali z Boston Cetics 103:92.
Po zakończeniu sezonu zasadniczego taki scenariusz byłby nie do pomyślenia. Bilans zwycięstw 59-23 był najlepszym wynikiem w historii klubu z Kanady. Wszyscy kibice marzyli o drugim w historii finale konferencji wschodniej, a może nawet decydującym spotkaniu całej ligi. Na drodze stanęli im jednak Cavaliers, a właściwie to LeBron James i inni zawodnicy klubu z Ohio. Na to, co kibice NBA mogli oglądać w ostatnich czterech meczach w wykonaniu Jamesa po prostu nie ma słów. Łącznie zdobył 136 punktów i w każdym ze spotkań był najlepszym zawodnikiem na parkiecie.
Od początku playoff istniała grupa kibiców, która mimo słabszego sezonu Cavaliers wierzyła w dobre wyniki klubu, lecz takiego upokorzenia, jakie zgotowali koszykarzom z Toronto podopieczni Tyronna Lue spodziewał się mało kto.
W ostatnim meczu wszystko przebiegało po myśli Kawalerzystów. Od początku osiągnęli przewagę, którą konsekwentnie budowali, nie pozwalając przeciwnikom nawet na minimalny kontakt. Doprowadziło to do sytuacji, w której zawodnicy z Clevland już na początku czwartej kwarty zaczęli świętowanie awansu do czwartego finału konferencji wschodniej z rzędu.
Dzisiejszej nocy popularny LeBron dostał też niemałe wsparcie od kolegów z drużyny. Do 29-punktowego dorobku lidera zespołu, 23 dołozył Kevin Love, 16 Kyle Korver, a 15 J.R. Smith.
Clevland Cavaliers - Toronto Raptors 128:93 (30:26, 33:21, 37:25, 28:21)
Stan rywalizacji: 4:0
Zdobywcy pucharu O'Briena sprzed dwóch lat będę musieli poczekać na swoich kolejnych rywali jeszcze kilka dni, bowiem 76ers udało się pokonać u siebie Celtów.
Od początku spotkania zawodnicy z Filadelfii narzucili szarpany i chaotyczny styl gry, który zaowocował kilkupunktową przewagą. Druga kwarta to uspokojenie gry koszykarzy z Bostonu i przejęcie inicjatywy. Najważniejsza okazała się jednak trzecia ćwiartka meczu, którą koszykarze Bretta Beowna wygrali 29:22. Spotkanie nie było bogate w efektowne akcje, a gra często przerywana była gwizdkami sędziów. Nad parkietem unosiła się nerwowa atmosfera. Jedni prowokowali drugich, tak jak wtedy, gdy Tery Rozier i Joel Embiid niemalże pobili się o piłkę.
Filarem gospodarzy był Dario Sarić, który zdobył 25 punktów. Po 19 dołożyli T.J. McConnell oraz Ben Simmons. U Celtów najlepiej punktował Jayson Tatum (20 oczek).
Zawodników 76ers, którzy za wszelka cenę chcę przedłużać serię gier z koszykarzami Bostonu, niewiarygodnie trudne zadanie czeka już w nocy z 9 na 10 maja, kiedy to o 2:00 czasu polskiego przyjdzie im walczyć z Celtics na parkiecie rywala.
Philadelphia 76ers - Boston Celtics 103:92 (21:22, 26:21, 29:22, 27:27)
Stan rywalizacji: 1:3