"Helen z Wyndhorn" [RECENZJA]
Zdjęcie własne

"Helen z Wyndhorn" [RECENZJA]

  • Dodał: Maciej Baraniak
  • Data publikacji: 06.06.2026, 22:18

Tom King to ten twórca, wobec którego nie potrafię przejść obojętnie. Jego komiksy zawsze były dla mnie przynajmniej na poziomie "dobrym", nie mówiąc już o pozycjach wybitnych. Dlatego wieść o jego nowym autorskim tytule, w dodatku utrzymanym w gęstym, gotycko-pulpowym klimacie, niezmiernie mnie ucieszyła i nie mogłem się doczekać jego sprawdzenia. Na szczęście było warto czekać, bo dzisiaj weźmiemy na tapet komiks, który potrafi mocno zaangażować.

 

Helen z Wyndhorn to zamknięta opowieść o młodej dziewczynie, która po tragicznej śmierci ojca - słynnego twórcy pulpowych historii fantasy - musi przenieść się do ogromnej, tajemniczej posiadłości swojego dziadka. Początkowo nie zna tu nikogo i stara się jakoś odnaleźć w nowej rzeczywistości, prowadząc dość destrukcyjny, mocno zakrapiany alkoholem żywot. Z czasem jednak zaczyna eksplorować rezydencję i dowiaduje się, że fantastyczne potwory oraz przygody z opowiadań jej ojca mogą być czymś znacznie więcej niż tylko literacką fikcją.

 

I przyznam, że sam motyw łączenia mrocznego dramatu rodzinnego z brutalną przygodą jest bardzo ciekawy. King na początku niespecjalnie spieszy się z akcją, skupiając się raczej na ludziach, ich dylematach i wewnętrznych problemach. Helen absolutnie nie jest typową, heroiczną bohaterką, a jej rozwój daje mnóstwo satysfakcji i często potrafi zaskoczyć. Świetnie wypadają też jej relacje z surowym dziadkiem, które ładnie wpisują się w poważniejsze wątki o radzeniu sobie ze stratą czy wewnętrznym zagubieniu. Kiedy w tej historii ma być poważnie, to jest tutaj poważnie w równie satysfakcjonujący sposób.

 

Mam z tym komiksem jednak pewien problem w ocenie, jeśli chodzi o tempo narracji i przystępność. Historia momentami celowo gubi klarowność, bawi się symboliką i stawia na niedopowiedzenia, przez co czytelnik sam musi sobie wyobrażać pewne powiązania. Nie znajdziemy tutaj prostych odpowiedzi, ale cokolwiek nie dzieje się na kartach, to i tak chce się przy nich siedzieć. Jedyne do czego faktycznie mogę się doczepić to finał. Mam wrażenie, że to jedyny element, który pozostawił z takim lekkim niedosytem. Scenarzysta postanowił zamknąć najważniejsze wątki na mocno ograniczonej liczbie stron, i choć nie brakuje tu widowiskowości, to po tak dobrym budowaniu napięcia czuję, że czegoś mi tam zabrakło.

 

Więc w czym nie mam absolutnie żadnego problemu? W rysunkach, bo te są fenomenalne. Prace Bilquis Evely to ten rodzaj kreski, który ma Was chwytać klimatem i szczegółami, a przy tym idealnie łączyć ilustracyjną elegancję z emocjonalnym brudem. Dwór w jej wykonaniu to niemal żywy organizm, a gra przestrzenią i architekturą potrafi zachwycić. Uwielbiam takie propozycje, bo one pokazują mi niesamowite możliwości tego medium. Nawet mi, czyli człowiekowi czytającemu bardzo różne pozycje na co dzień, po prostu wspaniale patrzyło się na te plansze.

 

Jeśli jednak przymkniecie oko na pewien pośpiech w zakończeniu i narracyjną nieoczywistość, a będziecie oczekiwać pozycji bardzo dobrej oraz przepięknie narysowanej, to się nie rozczarujecie. Ja wsiąkłem w tę opowieść i trudno było mi się od niej oderwać. To idealny komiks na kilka wieczorów i cieszy mnie, że na polskim rynku mamy przestrzeń na takie odważne, dopracowane tytuły. Ja jestem bardzo na tak, King i Evely dowieźli w 100% i ponownie mnie nie zawiedli.

 

Komiks otrzymałem od wydawnictwa Egmont na mocy współpracy recenzenckiej.

Maciej Baraniak – Poinformowani.pl

Maciej Baraniak

Student UEP na kierunku prawno-ekonomicznym. Prywatnie miłośnik różnych gatunków kina oraz komiksów, a przy tym mający bardzo specyficzny gust muzyczny. E-mail: maciej-baraniak@wp.pl