Udana pętla? "Saros" [RECENZJA]

Udana pętla? "Saros" [RECENZJA]

  • Dodał: Maciej Baraniak
  • Data publikacji: 07.05.2026, 07:30

Returnal było dla mnie piekielnie trudne. Pamiętam, że ginąłem straszliwie szybko i wiele godzin starałem się w ogóle nauczyć mechanik. A mimo to, niczym przy radosnym syndromie sztokholmskim, chwyciłem po Saros, który miejscami jest lepszy, a miejscami gorszy.

Rozgrywka to złoto...

Pod kątem rozgrywki Saros wydaje się być nieco łatwiejszy. Nie mówię od razu, że to gra prosta, ale wprowadzone mechaniki łatwiej mi było ogarnąć. Ot, wprowadzono chociażby tryb tarcz, który nie tylko chroni nas przed ciosami wroga, ale przede wszystkim zachęca nas do zbierania ataków przeciwnika, aby zdobyć punkty silniejszego ataku. Dużo rzeczy jest tutaj wprowadzone i od razu mi to klikło, w przeciwieństwie do mechanik Returnal.

 

To, co jednak mnie nieco irytuje, to fakt, że to nadal jest Roguelike. Z jednej strony całkowicie kupuje mnie ten koncept - życie macie jedno, więc trzeba walczyć o przetrwanie, bo inaczej cofacie się do samego początku. Problem jest jednak w tym, że jak 2 razy walczycie już z bossem i 2 razy z nim przegracie, to tak naprawdę macie 40 minut wyjęte z życia. Dla jednych będzie to świetne, dla innych stratą czasu. Mnie potrafiło to zirytować do tego stopnia, że nie chciałem dalej grać i kończyłem sesję, ale to już kwestia indywidualna. Na pewno nie jest to gra dla każdego, ale traktujcie to jako jej cechę, nie jako wadę.

 

Co by jednak nie mówić, nadal gra się w to dobrze i pod kątem rozgrywki trudno mi coś Sarosowi zarzucić. Chodzi płynnie, dzieje się dużo, ale jak ktoś lubił Returnal, to tutaj ma jego duchowego spadkobiercę. 

 

...ale fabuła to srebro

Jednak muszę przyznać, że nieco zawiodłem się na fabule. W teorii mamy tutaj świetną opowieść z enigmatycznymi elementami, ale w praktyce całość "Gdzieś już widzieliśmy". Ot, na daną planetę przybywają różne załogi i okazuje się, że jej członkowie gdzieś znikają, a część z nich jest jakaś opętana. Wszystko z elementami zaćmienia, które tutaj odgrywa bardzo ważną rolę. Nie mówię, że są to złe elementy, bo prowadzą do świetnych lokacji czy ciekawych designów przeciwników, ale nie chwyciło mnie to za bardzo już na starcie.

 

Głównie dlatego, że Saros jest bardziej oszczędny w komunikatach. Returnal ciągle pokazywało nam naszą bohaterkę w przeszłości i to często jak ginęliśmy, więc nawet jak przegraliśmy, to dostaliśmy strzępek nowych informacji. Saros działa bardziej oszczędnie, bo nawet po pokonaniu pierwszego bossa zbyt wiele się nie dowiecie, więc trudniej jest Wam się zaangażować. Dodajcie do tego fakt, że gra potrafi Was cofać o wspomniane 20 minut i są momenty, gdzie tak naprawdę w ogóle nie możecie przepchnąć fabuły do przodu. Taki gatunek, taka konwencja, ale Returnal pod tym kątem działał dla mnie lepiej.

 

Podsumowanie

Saros to gra dla konkretnej grupy odbiorców. Takich, którzy nie boją się wyzwania i przechodzenia po parę razy przez dany korytarz, gdy wcześniej im się nie udało. W zamian za to dostaną dobrą (lecz nieco słabszą niż w Returnal) fabułę oraz ciekawe zmiany w rozgrywce. Ja osobiście bawiłem się dobrze, ale też cieszy mnie, że takie gry wychodzą stosunkowo rzadko. Miło chwytać sobie po taki tytuł "raz na jakiś czas", ale ponownie utwierdziłem się w przekonaniu, że nie należę do grupy fanów tego gatunku. Choć Saros wydaje mi się dość przyjemny, aby samodzielnie zdecydować, czy należycie do tej grupy.

 

Grę otrzymałem do testów dzięki uprzejmości polskiego dystrybutora na mocy współpracy recenzenckiej.

Maciej Baraniak – Poinformowani.pl

Maciej Baraniak

Student UEP na kierunku prawno-ekonomicznym. Prywatnie miłośnik różnych gatunków kina oraz komiksów, a przy tym mający bardzo specyficzny gust muzyczny. E-mail: maciej-baraniak@wp.pl