Dramat na Jeziorze Lampackim: Ojciec i córka zginęli po telefonie do służb
Саня Кравцов | Pexels

Dramat na Jeziorze Lampackim: Ojciec i córka zginęli po telefonie do służb

  • Dodał: Seweryn Adamczyk
  • Data publikacji: 01.07.2026, 11:37

 

W niedzielę na Jeziorze Lampackim w Sorkwitach doszło do wstrząsającej tragedii, w której śmierć poniosły dwie osoby. Mężczyzna zadzwonił pod numer alarmowy bezpośrednio z łodzi, informując dyżurnego o zamiarze odebrania sobie życia.

 

Przebieg akcji ratunkowej w Sorkwitach

Zgłoszenie wpłynęło do mrągowskiej policji w niedzielę, 28 czerwca, około godziny 17:45. Zbigniew R. wykonał połączenie, znajdując się na wynajętej łodzi wiosłowej, którą oddalił się od brzegu o około pół kilometra za półwysep. Na miejsce natychmiast wysłano liczne jednostki ratunkowe, w tym strażaków z OSP Sorkwity, OSP Grabowo oraz Państwową Straż Pożarną z Mrągowa.

 

Rzeczniczka prasowa Komendy Powiatowej Policji w Mrągowie przekazała: 

 

„Mężczyzna poinformował służby, że zamierza popełnić samobójstwo. Dzwonił już z łódki znajdującej się na jeziorze. Policjanci wspólnie ze strażakami dotarli do wskazanego miejsca i podpłynęli do łódki”.

 

Po dotarciu do dryfującej jednostki ratownicy odkryli, że na pokładzie znajduje się nie tylko zgłaszający, ale również jego dorosła, około 40-letnia córka. Była to Anna, która według relacji mieszkańców była osobą z niepełnosprawnością. Mimo że oboje mieli na sobie kamizelki ratunkowe w momencie wypłynięcia, służby musiały wydobyć ich z wody. 

 

Intensywna reanimacja przeprowadzona po przetransportowaniu poszkodowanych na brzeg nie przyniosła rezultatu, a lekarz stwierdził zgon obu osób.

Śledztwo pod kątem samobójstwa rozszerzonego

Z nieoficjalnych informacji wynika, że podczas dramatycznej rozmowy z dyspozytorem Zbigniew R. nie wspomniał o tym, że na łodzi towarzyszy mu córka. Z tego powodu prokuratura oraz policja badają obecnie okoliczności zdarzenia pod kątem tak zwanego samobójstwa rozszerzonego

 

Rodzina na co dzień mieszkała w Sorkwitach, a mężczyzna pracował w Olsztynie i wracał do domu na weekendy. Lokalna społeczność jest w głębokim szoku, ponieważ ojciec i córka byli często widywani razem na wspólnych wycieczkach rowerowych. 

 

Według relacji świadków nic nie wskazywało na to, że wypożyczenie łodzi zakończy się tak tragicznie. Obecnie prowadzone jest postępowanie pod nadzorem prokuratora, które ma dokładnie wyjaśnić przyczyny i charakter tego zdarzenia.

 

 

 

 

 

Zobacz też: Kraków zamyka strefę grillową na Zakrzówku. Jaki jest powód?