
Trzy dni na OIOM-ie, 1350 zł za parking. Pacjent nie mógł wyjechać
- Dodał: Seweryn Adamczyk
- Data publikacji: 17.07.2026, 13:02
Pacjent Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Poznaniu przeżył szok po wyjściu z oddziału intensywnej terapii. Za trzydniowy postój samochodu na przyszpitalnym terenie musiał zapłacić kwotę stanowiącą niemal połowę jego miesięcznego wynagrodzenia.
Dramatyczna sytuacja pacjenta kardiologicznego
Mykoła Studzinski trafił do placówki przy ulicy Grunwaldzkiej 7 lipca 2026 roku z poważnymi problemami kardiologicznymi. Chociaż spodziewał się krótkiej wizyty na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, lekarze zdecydowali o jego natychmiastowym przeniesieniu na Oddział Intensywnej Terapii. Mężczyzna spędził tam prawie trzy doby, walcząc o życie.
Po wypisaniu ze szpitala system parkingowy naliczył mu opłatę w wysokości 1350 złotych. Kwota ta wynikała z regulaminu obowiązującego od 1 maja, który przewiduje stawkę 10 złotych za każde rozpoczęte 30 minut postoju.
Pacjent nie posiadał takich środków na koncie, jednak operator parkingu odmówił wystawienia faktury z odroczonym terminem płatności i nie chciał podnieść szlabanu.
„Szpitalny parking nie posiada żadnego limitu dobowego dla pacjentów w stanie zagrożenia życia, a cennik przy wjeździe jest celowo odwrócony tyłem/bokiem do kierowców. Gdy o godzinie 9.12 rano po ludzku wyjaśniłem operatorowi, że dopiero co opuściłem reanimację kardiologiczną, nie mam w tej chwili takiej kwoty na karcie i poprosiłem o wystawienie faktury/wezwania z odroczonym terminem, abym mógł pojechać do domu i przyjąć ratujące życie leki – szpitalny parking wziął mnie i mój samochód jako zakładników”.
Mężczyzna relacjonował, że był przetrzymywany w samochodzie przez pięć godzin bez jedzenia oraz wody, czekając na przelew pensji od pracodawcy.
„W tym całym koszmarze, będąc na skraju wycieńczenia, musiałem wydzwaniać do pracodawcy i pytać, kiedy dokładnie wpłynie moja pensja. Licznik parkomatu w tym czasie bezczelnie naliczał kolejne opłaty za to, że nie chciano mnie wypuścić. Ostatecznie zostałem zmuszony do zapłaty 1350 zł natychmiast po tym, jak na konto wpłynęło moje miesięczne wynagrodzenie. Oddałem niemal połowę pensji za to, że walczyłem o życie w szpitalu”.
Reakcja dyrekcji i zmiany w regulaminie
Sprawa wywołała ogromne kontrowersje i zmusiła władze szpitala do zajęcia stanowiska. Przedstawiciele placówki wyjaśnili, że wysokie opłaty mają na celu wymuszenie rotacji pojazdów na mocno ograniczonym terenie.
Ewa Żurowska, kierowniczka biura dyrekcji, wyjaśnia:
„Wprowadziliśmy taki system, żeby zachować przepustowość. Jesteśmy w centrum miasta, trudno tu o miejsca parkingowe, a zależy nam, żeby pacjenci czy ich opiekunowie mogli bez problemu się tutaj dostać. Dlatego te miejsca, które mamy, są przeznaczone do krótkotrwałego postoju”.
Ministerstwo Zdrowia dodało, że usługi parkingowe nie są świadczeniami zdrowotnymi i nie podlegają finansowaniu przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Ostatecznie kierownictwo szpitala zapowiedziało anulowanie opłaty oraz zwrot pieniędzy pacjentowi po rozpatrzeniu jego formalnego wniosku.
Dyrekcja uznała zachowanie operatora parkingu za niedopuszczalne i zapowiedziała interwencję u zarządcy terenu. Jednocześnie poinformowano o wydłużeniu czasu darmowego wjazdu na teren szpitala do 20 minut, co ma ułatwić transport chorych.
Placówka podkreśliła, że pacjenci przyjmowani w trybie nagłym zawsze mogą ubiegać się o indywidualne obniżenie naliczonych kosztów parkowania.
Zobacz też: Spektakularny i kontrowersyjny przelot Blue Angels nad plażą w Pensacoli
