
Weto prezydenta wobec ustaw o internecie. Wolność słowa w centrum politycznego sporu
- Data publikacji: 09.01.2026, 14:42
Decyzja głowy państwa o zawetowaniu trzech ustaw w tym nowelizacji dotyczącej blokowania nielegalnych treści w sieci wywołała szeroką debatę. W praktyce chodziło o wdrożenie unijnego Aktu o usługach cyfrowych (DSA) do prawa krajowego. Krytycy projektu wskazywali na ryzyko administracyjnej ingerencji w treści publikowane online. Zwolennicy weta akcentują znaczenie, jakie dla demokracji ma wolność słowa w internecie w Polsce oraz potrzeba ochrony przed mechanizmami, które mogłyby prowadzić do selektywnego usuwania treści.
Zakres przepisów i skala ingerencji
Zawetowana nowelizacja ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną przewidywała możliwość wydawania przez urzędników UKE i KRRiT decyzji o blokowaniu treści związanych z 27 czynami zabronionymi. Katalog obejmował m.in. groźby karalne, nawoływanie do nienawiści, pochwalanie zachowań o charakterze pedofilskim, propagowanie ideologii totalitarnych, naruszenia praw autorskich czy nielegalną sprzedaż towarów i usług.
Projekt dopuszczał wnioski o zablokowanie treści składane nie tylko przez instytucje publiczne, lecz także przez osoby fizyczne. Autor publikacji miał być informowany o wszczęciu procedury i miał dwa dni na przedstawienie stanowiska. Od decyzji przysługiwało odwołanie do sądu, jednak do czasu rozstrzygnięcia blokada mogła obowiązywać. Właśnie ten mechanizm uznano przez część środowisk za potencjalnie zagrażający standardom ochrony wypowiedzi.
Argument: wolność słowa w internecie w Polsce
W ocenie ekspertów zajmujących się prawami obywatelskimi, wolność słowa w internecie w Polsce wymaga szczególnej ochrony w warunkach, gdy komunikacja publiczna w dużej mierze przeniosła się do sieci. Administracyjne decyzje o blokadzie treści nawet jeśli dotyczą kategorii penalizowanych rodzą ryzyko nadmiernej prewencji. Zwraca się uwagę, że w demokratycznym państwie prawa o legalności wypowiedzi powinien decydować przede wszystkim niezależny sąd, a nie organ administracji.
W tym ujęciu wolność słowa w internecie w Polsce nie oznacza przyzwolenia na bezprawie, lecz zachowanie proporcji między ochroną porządku prawnego a prawem do debaty, krytyki i sporu. Podkreśla się, że już dziś obowiązują przepisy Kodeksu karnego oraz instrumenty cywilnoprawne pozwalające reagować na treści naruszające prawo.
Obawy przed selektywną moderacją
Jednym z najczęściej przywoływanych wątków jest brak wybiórczej cenzury w internecie. Krytycy projektu wskazywali, że szeroki katalog treści oraz możliwość inicjowania postępowań przez różne podmioty zwiększa ryzyko nadużyć. W praktyce oznaczałoby to, że kontrowersyjne, ale legalne wypowiedzi mogłyby być czasowo usuwane jeszcze przed oceną sądu.
Z perspektywy standardów konstytucyjnych brak wybiórczej cenzury w internecie jest warunkiem równego traktowania poglądów i ochrony pluralizmu. Mechanizmy blokowania, nawet jeśli w założeniu służą bezpieczeństwu, muszą być skonstruowane tak, by nie prowadziły do „efektu mrożącego”, czyli zniechęcania obywateli do zabierania głosu w sprawach publicznych.
Zobacz też: Polskie rysunki dzieci z czasów wojny na liście UNESCO. Przejmujące świadectwo historii
Procedury odwoławcze a realna ochrona praw
Projekt przewidywał możliwość wniesienia sprzeciwu do sądu w ciągu 14 dni. Jednak jak wskazywano w analizach prawnych w realiach szybkiego obiegu informacji czasowa blokada może mieć skutki nieodwracalne dla debaty publicznej. Nawet krótkotrwałe usunięcie materiału w sprawach bieżących bywa równoznaczne z wyeliminowaniem go z obiegu.
Dlatego w argumentacji na rzecz weta podnoszono, że wolność słowa w internecie w Polsce powinna być chroniona już na etapie decyzji pierwotnej, a nie wyłącznie w postępowaniu następczym. Wskazywano również, że brak wybiórczej cenzury w internecie jest trudny do zapewnienia w systemie, w którym organ administracyjny otrzymuje szerokie kompetencje ingerencyjne.
Kontekst unijny i krajowy
Celem nowelizacji było dostosowanie prawa do unijnego DSA. Akt ten wprowadza obowiązki dla platform w zakresie reagowania na treści nielegalne. Jednocześnie pozostawia państwom członkowskim swobodę w doborze środków implementacyjnych. W debacie publicznej podkreślano, że wdrożenie europejskich standardów nie musi oznaczać przyznawania organom administracyjnym uprawnień do blokowania treści bez uprzedniej kontroli sądowej.
Zwolennicy weta argumentują, że można osiągnąć cele DSA innymi środkami – wzmacniając współpracę platform z wymiarem sprawiedliwości oraz wykorzystując istniejące instrumenty prawne. Takie podejście, ich zdaniem, lepiej zabezpiecza wolność słowa w internecie w Polsce i minimalizuje ryzyko naruszeń zasady braku wybiórczej cenzury w internecie.
Znaczenie decyzji prezydenta
Zawetowanie nowelizacji zostało odebrane jako sygnał, że w procesie legislacyjnym priorytetem ma pozostać ochrona praw i wolności obywatelskich. W tej interpretacji decyzja głowy państwa wzmacnia standardy demokratyczne, akcentując, że walka z treściami nielegalnymi nie powinna odbywać się kosztem swobody wypowiedzi.
W efekcie debata o dalszych pracach nad regulacjami cyfrowymi koncentruje się dziś na znalezieniu rozwiązań, które z jednej strony skutecznie zwalczają bezprawie w sieci, z drugiej zaś realnie gwarantują wolność słowa w internecie w Polsce i utrzymują brak wybiórczej cenzury w internecie jako zasadę systemową.
Zobacz też: Tańsze nawozy z importu zagrażają bezpieczeństwu?
