
Potężny huk i jasna kula ognia na niebie. Meteor nad Ameryką
- Dodał: Seweryn Adamczyk
- Data publikacji: 02.06.2026, 12:45
W miniony weekend mieszkańcy północno-wschodnich Stanów Zjednoczonych byli świadkami spektakularnego zjawiska astronomicznego. Na popołudniowym niebie ukazała się „kula ognia”, której towarzyszył potężny huk rozchodzący się w kilku stanach i alarmujący lokalną społeczność. Jak się później okazało, był to meteor gwałtownie rozpadający się w ziemskiej atmosferze.
Gdzie doszło do eksplozji meteoru?
Według NASA oraz Amerykańskiego Towarzystwa Meteorytowego obiekt wszedł w atmosferę w sobotę między godziną 14:06 a 14:30 czasu lokalnego. Rozpad nastąpił na wysokości około 40 mil (ok. 64 km) nad północno-wschodnim Massachusetts oraz południowo-wschodnim New Hampshire.
Choć eksplozja miała miejsce wysoko nad jednym obszarem, zjawisko było widoczne na dużej części Nowej Anglii. Jasna „kula ognia”, widoczna gołym okiem nawet na dziennym niebie, została dostrzeżona przez wielu świadków, a fala uderzeniowa rozeszła się na setki kilometrów.
Potężny huk i drgania budynków
Początkowo część mieszkańców sądziła, że doszło do trzęsienia ziemi. Amerykańska Służba Geologiczna (USGS) otrzymała liczne zgłoszenia dotyczące wstrząsów, jednak sejsmografy nie wykazały żadnej aktywności sejsmicznej. Naukowcy szybko potwierdzili, że źródłem huku była fala uderzeniowa powstała w wyniku rozpadu meteoru w atmosferze, a nie ruchy skorupy ziemskiej.
Dźwięk, który dotarł do mieszkańców kilku stanów, nie był bezpośrednim wybuchem przy powierzchni Ziemi. Była to fala uderzeniowa powstała w momencie gwałtownej fragmentacji meteoru w atmosferze. To ona wywołała charakterystyczny, głęboki huk przypominający odległą eksplozję lub grzmot. NASA oszacowała, że energia uwolniona podczas zdarzenia była porównywalna do około 300 ton trotylu (TNT).
Co dokładnie się wydarzyło?
NASA poinformowała, że obiekt był naturalnym meteoroidem o średnicy około 1-1,5 metra. Poruszał się z prędkością około 75 000 mph (120 000 km/h), zanim wszedł w atmosferę i uległ gwałtownemu rozpadowi.
Na wysokości około 64 kilometrów nad powierzchnią Ziemi doszło do jego całkowitej fragmentacji, w wyniku której uwolniona została ogromna ilość energii w bardzo krótkim czasie. To właśnie ten proces stworzył jasny błysk na niebie oraz wygenerował silną falę uderzeniową, która dotarła do powierzchni jako głośny huk słyszany w kilku stanach.
W efekcie nie doszło do uderzenia jednego, zwartego ciała w ziemię, a większość materiału najprawdopodobniej spaliła się w atmosferze lub spadła w postaci drobnych fragmentów do oceanu. Mimo siły eksplozji nie odnotowano żadnych obrażeń ani poważnych zniszczeń materialnych, a służby nie zgłosiły zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego. Wszystko wskazuje na to, że meteor był naturalnym i w pełni atmosferycznym zjawiskiem.
