
Emerytura dla Ukraińców za jeden dzień pracy? Tak działa system ZUS. Polacy mogą za to słono zapłacić
- Data publikacji: 09.09.2026, 15:36
20 lat pracy na Ukrainie, składki odprowadzane przez dwie dekady do ukraińskiego systemu, a potem symboliczny okres ubezpieczenia w Polsce (np 1 dzień). Wystarczy! Polskie przepisy pozwalają wykorzystać ukraiński staż do spełnienia warunku stażowego, a następnie podnieść polskie świadczenie do poziomu minimalnej emerytury. Warunek? Między innymi zamieszkanie w Polsce. To właśnie ten mechanizm stał się przedmiotem ostrej krytyki w materiale „Sprawa dla Mentzena: Emerytura dla Ukraińców za jeden dzień pracy”.
Problem jest realny i poważny. Chodzi o mechanizm, który pozwala łączyć okresy ubezpieczenia z Polski i Ukrainy. W efekcie osoba, która przez wiele lat pracowała na Ukrainie, może wykorzystać ukraiński staż do spełnienia warunku wymaganego do polskiego minimum, mimo że do polskiego systemu wpłaciła składki tylko przez bardzo krótki czas. I właśnie tutaj pojawia się pytanie, którego polskie władze najwyraźniej nie chcą sobie zadawać: czy taki system jest sprawiedliwy wobec polskich podatników i czy państwo stać na jego dalsze utrzymanie?
20 lat pracy na Ukrainie i symboliczny staż w Polsce
Wyobraźmy sobie konkretną sytuację. Kobieta przepracowała 20 lat na Ukrainie. Przez te 20 lat podlegała ukraińskiemu systemowi ubezpieczeń. Jej ukraińskie świadczenie jest niskie. Następnie podejmuje w Polsce legalną pracę i zostaje objęta polskim ubezpieczeniem. Sama wysokość polskiej emerytury wynikająca z tak krótkiego okresu pracy byłaby oczywiście symboliczna.
Ale polskie przepisy nie patrzą wyłącznie na lata przepracowane w Polsce.
Umowa między Polską i Ukrainą pozwala sumować okresy ubezpieczenia z obu państw. ZUS podaje wprost, że osoba, która pracowała w Polsce i na Ukrainie, może otrzymywać świadczenia z obu państw. ZUS podaje również przykład osoby, która przepracowała 15 lat na Ukrainie i 10 lat w Polsce. Po zsumowaniu okresów osoba taka spełnia warunek stażowy wymagany do minimalnej emerytury w Polsce. ZUS wskazuje przy tym, że warunkiem wypłaty polskiego minimum jest jedynie zamieszkanie w Polsce.
Gdzie jest haczyk? Wyrównanie płaci polski system
Od 1 marca 2026 roku najniższa emerytura wynosi 1978,49 zł brutto miesięcznie. Jeżeli więc ktoś ma bardzo niskie świadczenie z polskiego systemu, ale spełnia warunki do gwarancji minimum, pojawia się możliwość wyrównania.
W uproszczonym przykładzie:
20 lat pracy na Ukrainie.
Bardzo niska ukraińska emerytura.
Bardzo krótki okres ubezpieczenia w Polsce.
Stałe zamieszkanie w Polsce.
I nagle polski system może mieć obowiązek dopłacania do poziomu polskiego minimum. Problem polega na tym, że polski podatnik finansuje system, do którego beneficjent mógł wcześniej odprowadzać składki przede wszystkim w innym państwie.
„Emerytura za jeden dzień pracy” to skrót, ale trafiający w sedno problemu
Hasło „emerytura dla Ukraińców za jeden dzień pracy” jest skrótem. Nie oznacza, że każdy Ukrainiec po jednym dniu pracy automatycznie dostanie 1978,49 zł.
Żeby otrzymać polskie minimum, trzeba spełnić określone warunki. Dla kobiet wymagany okres wynosi 20 lat, a dla mężczyzn 25 lat. Tyle że do tego okresu mogą być wliczane okresy ubezpieczenia przebyte na Ukrainie.
I właśnie dlatego hasło z filmu jest tak nośne. Bo pokazuje coś, co przeciętnemu Polakowi może wydawać się kompletnie absurdalne. Można przez większość życia budować swoje zabezpieczenie emerytalne w innym państwie, a następnie dzięki krótkiemu okresowi ubezpieczenia w Polsce i przeprowadzce do Polski wejść w mechanizm polskiej gwarancji minimum + korzystać z 13 i 14 emerytury. To powinno być przedmiotem poważnej debaty.
A co z 13. i 14. emeryturą?
Jeżeli dana osoba uzyska prawo do odpowiedniego świadczenia emerytalnego lub rentowego i spełni warunki ustawowe, dodatkowe świadczenia mogą stać się kolejnym elementem rachunku. W 2026 roku trzynasta emerytura wynosi 1978,49 zł brutto. ZUS wypłaca ją osobom posiadającym prawo do odpowiednich świadczeń długoterminowych. Pełna czternasta emerytura w 2026 roku również wynosi 1978,49 zł brutto dla osób mieszczących się w ustawowym progu.
Czyli problem nie kończy się na miesięcznym wyrównaniu. Jeżeli ktoś zostaje beneficjentem polskiego systemu emerytalnego, konsekwencje finansowe mogą obejmować również świadczenia dodatkowe.
Najbardziej szokujący jest rachunek
Wyobraźmy sobie osobę, której polska część świadczenia wynosi przykładowo kilkadziesiąt złotych. Jeżeli polski system podnosi ją do 1978,49 zł brutto, różnicę musi pokryć polski system. Załóżmy dla prostoty, że dopłata wynosi 1500 zł miesięcznie.
To 18 tys. zł rocznie.
10 tysięcy takich osób oznaczałoby 180 mln zł rocznie.
100 tysięcy osób oznaczałoby 1,8 mld zł rocznie.
500 tysięcy osób oznaczałoby już 9 mld zł rocznie.
Milion osób – 18 mld zł rocznie.
To nie są prognozy. To prosta symulacja pokazująca skalę. Do polski w ostatnich latach trafiło wg szacunków około 3 milionów obywateli ukrainy. Państwo powinno właśnie takie scenariusze analizować zanim podpisze kolejne umowy i stworzy kolejne dramatyczne zobowiązania.
To nie jest darmowy pieniądz
W debacie publicznej często pada argument, że ZUS i tak wypłaca świadczenia z bieżących składek. To prawda, ale nie zmienia podstawowego problemu. Pieniądze ZUS nie spadają z nieba. System jest finansowany ze składek, dotacji i pieniędzy publicznych. Jeżeli rośnie liczba osób uprawnionych do świadczeń, rosną również zobowiązania systemu. A Polska ma własny problem demograficzny.
Rodzących się dzieci jest za mało. Społeczeństwo się starzeje. Relacja pomiędzy osobami pracującymi a emerytami będzie coraz trudniejsza. W takiej sytuacji państwo powinno być wyjątkowo ostrożne z tworzeniem mechanizmów, które mogą generować dodatkowe zobowiązania. Tymczasem wygląda to momentami tak, jakby decydenci byli zainteresowani przede wszystkim tym, żeby system działał dzisiaj. A rachunek za 20 czy 30 lat? Tym zajmie się ktoś inny.
Emerytura to jedno. Zdrowie to drugi rachunek
Jest jeszcze jeden aspekt, o którym w tej dyskusji mówi się zdecydowanie za mało. Osoba przyjeżdżająca do Polski na emeryturę nie korzysta wyłącznie z ZUS.
Korzysta również z całego systemu publicznych usług.
- Ochrony zdrowia.
- Lekarzy rodzinnych.
- Szpitali.
- Diagnostyki.
- Leków refundowanych.
- Ratownictwa.
- Opieki specjalistycznej.
I tutaj pojawia się kolejny długoterminowy koszt. Wydatki na ochronę zdrowia rosną wraz z wiekiem pacjentów. Starsze osoby statystycznie wymagają większej liczby świadczeń medycznych niż osoby młode. Jeżeli więc Polska zacznie przyciągać dodatkowe grupy osób w wieku emerytalnym, konsekwencje nie będą ograniczone do jednej pozycji w budżecie ZUS. Rachunek może pojawić się również w NFZ.
ZUS już dziś ma problem. A system tworzy kolejne zobowiązania
Nie trzeba nawet straszyć katastrofą. Wystarczy spojrzeć na demografię. Polski system emerytalny już teraz wymaga ogromnego finansowania publicznego. Z każdym rokiem coraz ważniejsze staje się pytanie, ilu pracujących będzie finansowało świadczenia coraz większej liczby emerytów. W takiej sytuacji tworzenie mechanizmów, które mogą zwiększać liczbę przyszłych beneficjentów, powinno wymagać bardzo dokładnych analiz. A przede wszystkim jasnej odpowiedzi na pytanie:
ile Polska zarobi na takim rozwiązaniu, a ile będzie musiała do niego dopłacić?
Nie za rok.
Nie za pięć lat.
Za 20 i 30 lat.
Jeszcze większym problemem mogą być kolejne umowy
I tutaj dochodzimy do sprawy, która może mieć znacznie większe znaczenie niż sama umowa z Ukrainą. Polska podpisała 25 listopada 2024 roku umowę o zabezpieczeniu społecznym z Indiami. Projekt jej ratyfikacji trafił do Sejmu jako druk nr 1173. Według stanu na 31 sierpnia 2026 roku procedura parlamentarna nadal nie została zakończona.
To ważne, ponieważ zakres umowy obejmuje między innymi emerytury, renty oraz zasiłki pogrzebowe. Nie oznacza to oczywiście, że milion Hindusów przyjedzie do Polski po emeryturę. Ale właśnie dlatego państwo powinno odpowiedzieć na pytanie, jakie zabezpieczenia znajdują się w takich umowach i jakie będą ich konsekwencje, jeśli skala migracji będzie rosła. Bo jeżeli raz stworzymy mechanizm koordynacji systemów, jego konsekwencje mogą być odczuwalne przez dziesięciolecia.
Ktoś powinien wreszcie policzyć cały rachunek
Największym problemem nie jest narodowość beneficjentów. Największym problemem jest konstrukcja systemu. Nie ma tu problemu z osobami, które pochodzą z innych krajów i pracują w Polsce większość życia odprowadzając do naszego systemu dziesiątki tysięcy. Problemem jest to, że można całe życie finansować zagraniczny system emerytalny, odprowadzić w Polsce np 1000 zł składek i mieć polską emeryturę do końca życia.
Jeżeli państwo pozwala sumować zagraniczne okresy ubezpieczenia przy ustalaniu prawa do polskiego minimum, a jednocześnie uzależnia wypłatę wyrównania od zamieszkania w Polsce, powinno dokładnie wiedzieć, ile może to kosztować.
Powinno wiedzieć, ilu potencjalnych beneficjentów znajduje się za granicą.
Powinno wiedzieć, ilu z nich może w przyszłości przyjechać do Polski.
Powinno policzyć nie tylko emerytury.
Powinno policzyć 13. i 14. emeryturę.
Powinno policzyć zasiłki.
Powinno policzyć ochronę zdrowia.
Powinno policzyć wszystkie pozostałe świadczenia finansowane przez państwo. A przede wszystkim powinno policzyć scenariusz, w którym podobne zasady zostaną zastosowane do kolejnych państw.
To jest przykład fatalnego myślenia o finansach państwa
Można oczywiście twierdzić, że dzisiejsze koszty są niewielkie. Tylko że państwo nie powinno zarządzać systemem emerytalnym tak, jak zarządza się promocją w sklepie. Nie liczy się tylko to, ile kosztuje dzisiaj. Liczy się to, jakie zobowiązanie tworzymy na kolejne dekady. Jeżeli obecne przepisy są rzeczywiście bezpieczne, rząd powinien przedstawić konkretne wyliczenia.
Ile osób może w przyszłości skorzystać z mechanizmu?
Ile wyniesie średnie wyrównanie?
Ile będzie kosztowało państwo za 10 lat?
Ile za 20?
Ile za 30?
Jaki będzie koszt dodatkowej opieki zdrowotnej?
Ile kosztować będą dodatkowe świadczenia?
I co stanie się, jeżeli podobne umowy zostaną zawarte z kolejnymi państwami? Bez takich odpowiedzi mówienie, że wszystko jest pod kontrolą, jest po prostu zaklinaniem rzeczywistości.
Państwo rozdaje zobowiązania, których rachunek przyjdzie później
„Sprawa dla Mentzena: Emerytura dla Ukraińców za jeden dzień pracy” nagrany przez Sławomira Mentzena nie powinna być sprowadzana do chwytliwego hasła. Sedno jest znacznie poważniejsze.
Państwo polskie stworzyło mechanizm, w którym zagraniczny staż może pomóc uzyskać polską gwarancję minimalnego świadczenia!
Takie mechanizmy niestety już istnieją. ZUS mówi o nich wprost. I dlatego nie ma powodu zamiatać tej sprawy pod dywan. Można uważać, że jest to sprawiedliwe. Można uważać, że jest to element normalnej koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego. Ale można też uznać, że w obliczu kryzysu demograficznego Polska powinna znacznie dokładniej pilnować pieniędzy swoich podatników. I ta druga opinia jest całkowicie uzasadniona. Bo jeśli państwo będzie bezrefleksyjnie dokładać kolejne zobowiązania do już obciążonego systemu, rachunek nie zniknie. Rachunek po prostu zapłacą przyszli pracujący Polacy.
