
USA wysyłają flotę w stronę Wenezueli. Trump zwiększa presję na Maduro
- Data publikacji: 30.08.2025, 00:39
Stany Zjednoczone wysłały potężny kontyngent marynarki wojennej w stronę Ameryki Południowej. Decyzja Donalda Trumpa wywołała falę spekulacji o możliwej interwencji militarnej w Wenezueli. Oficjalnie chodzi o walkę z kartelami narkotykowymi, jednak eksperci zwracają uwagę na dużo szerszy kontekst geopolityczny.
Demonstracja siły u wybrzeży Wenezueli
Prezydent Donald Trump polecił siedmiu amerykańskim okrętom wojennym, w tym trzem niszczycielom i atomowej łodzi podwodnej, skierowanie się ku wybrzeżom Wenezueli. Na pokładach jednostek znajduje się około 4500 żołnierzy, w tym ponad 2000 marines przygotowanych do działań lądowych. Tak liczna obecność wojsk USA w rejonie budzi pytania o rzeczywiste cele operacji.
Choć Pentagon tłumaczy, że operacja ma charakter antynarkotykowy, liczba i rodzaj jednostek wskazują na coś więcej niż tylko patrolowanie szlaków przemytniczych. Jak podaje agencja Reutera, w działaniach brały udział również samoloty rozpoznawcze P-8, które zbierały informacje wywiadowcze w rejonie Morza Karaibskiego.
Oficjalny powód i ukryte cele
Waszyngton przedstawia akcję jako element strategii walki z międzynarodową przestępczością związaną z handlem narkotykami. Administracja Trumpa już wcześniej zapowiadała, że wojsko będzie wykorzystywane w tego typu misjach. Jednak rozmiar obecnej operacji sugeruje, że to także próba zwiększenia presji na Nicolasa Maduro, którego USA nie uznają za legalnego prezydenta Wenezueli.
Amerykański Departament Sprawiedliwości oskarżył w 2020 roku Maduro i kilku wysokich urzędników o udział w tzw. „narko-terrorystycznym spisku” oraz współpracę z kolumbijską partyzantką FARC. Władze USA ustanowiły nawet nagrodę w wysokości 50 mln dolarów za informacje mogące doprowadzić do jego aresztowania.
Sam Maduro odpiera zarzuty i określa działania Stanów Zjednoczonych jako „propagandę mającą uzasadnić agresję wobec suwerennego państwa”. Wenezuelski ambasador przy ONZ podkreśla, że mamy do czynienia z formą „dyplomacji kanonierek”, która ma zmusić Caracas do ustępstw.
Ropa naftowa i geopolityka
W tle obecnej eskalacji pojawia się także kwestia surowców energetycznych. Wenezuela dysponuje największymi potwierdzonymi złożami ropy na świecie. Kontrola nad tym rynkiem ma kluczowe znaczenie nie tylko dla gospodarki USA, ale również dla polityki wobec Rosji, której budżet w dużej mierze opiera się na sprzedaży ropy.
Waszyngton obawia się też rosnącej współpracy między Caracas a Moskwą. Media donosiły niedawno o budowie wenezuelskiej fabryki amunicji powstającej przy wsparciu Rosjan. Karabiny Kałasznikowa produkowane są już lokalnie, co dowodzi zacieśniania więzi między obydwoma krajami.
Wenezuela pod presją
Eksperci wskazują, że celem działań Stanów Zjednoczonych może być doprowadzenie do pokojowego odejścia Nicolasa Maduro. Alternatywą pozostaje jednak scenariusz siłowy. Źródła zbliżone do Białego Domu nie wykluczają żadnej opcji, co w regionie wywołuje niepokój.
Historia pokazuje, że podobne zarzuty wobec przywódców innych krajów bywały wstępem do interwencji wojskowej. Przykład Manuela Noriegi, obalonego w Panamie w 1989 roku, często powraca w komentarzach analityków.
Sytuacja na linii USA – Wenezuela staje się coraz bardziej napięta. Oficjalnie amerykańska marynarka wojenna ma walczyć z kartelami narkotykowymi, lecz rozmiar operacji i kontekst polityczny sugerują znacznie poważniejsze cele. W tle pozostają gigantyczne złoża ropy, geopolityczna rywalizacja z Rosją i chęć obalenia Nicolasa Maduro.
Nie jest pewne, czy dojdzie do otwartego konfliktu zbrojnego, jednak wysłanie tak dużych sił w rejon Karaibów jasno pokazuje, że Waszyngton gotów jest użyć wojska, gdy zawiodą narzędzia dyplomatyczne.