
Wstrząsające kulisy zbrodni w Skawinie: Wyniki sekcji zwłok i głos bliskich
- Dodał: Seweryn Adamczyk
- Data publikacji: 07.07.2026, 11:42
Tragedia w Skawinie, gdzie w mieszkaniu przy ul. Niepodległości znaleziono ciała czterech osób, wstrząsnęła całą Polską. Wstępne wyniki sekcji zwłok oraz poruszające relacje bliskich pozwalają na odtworzenie przebiegu tego makabrycznego zdarzenia, które śledczy definiują jako zabójstwo suicydalne.
Zbrodnia w Skawinie
Makabryczne odkrycie miało miejsce w ubiegły piątek, 3 lipca, po tym jak zaniepokojony ojciec 27-letniej kobiety nie mógł nawiązać kontaktu z najbliższymi. Służby weszły do lokalu siłowo, zastając wewnątrz zwłoki 27-letniej Gabrieli G., jej 35-letniego męża Mateusza, ich zaledwie 8-dniowej córki Luizy oraz 59-letniej matki kobiety.
Szczegóły makabrycznego odkrycia i wyniki sekcji
W poniedziałek przeprowadzono sekcje zwłok wszystkich ofiar. Biegli potwierdzili, że przyczyną śmierci były liczne obrażenia zadane tępym i ostrym narzędziem. Prokurator Tomasz Waszczuk poinformował, że u obu kobiet stwierdzono rozległe obrażenia głowy zadane ciężkim przedmiotem, a u Gabrieli dodatkowo rany cięte. Noworodek oraz 35-latek zginęli od ran ciętych i kłutych.
Śledczy nie mają wątpliwości, że doszło do tzw. zabójstwa suicydalnego, w którym sprawca najpierw zamordował bliskich, a potem odebrał sobie życie. Ciało Mateusza G. znaleziono w łazience, natomiast pozostałe ofiary znajdowały się w innym pomieszczeniu. Na miejscu zabezpieczono kilka przedmiotów, w tym nóż, który mógł służyć do zadawania ciosów.
Prokurator Waszczuk określił zdarzenie jako „wyjątkowo drastyczną zbrodnię”, dodając: „Było wyjątkowo krwawo, na miejscu było pełno krwi”.
Dzięki zeznaniom sąsiadów udało się zawęzić czas tragedii. Jeden ze świadków słyszał płacz dziecka i głosy rodziców w czwartek około godziny 20:00. Ponieważ Gabriela nie pojawiła się w piątek u lekarza na ściągnięcie szwów po cesarskim cięciu, a rodzina nie mogła nawiązać kontaktu telefonicznego, zaniepokojony ojciec kobiety zawiadomił służby.
Szok w otoczeniu
Tragedia wywołała niedowierzanie wśród sąsiadów i znajomych, ponieważ rodzina uchodziła za spokojną, zgodną i cieszącą się z narodzin dziecka. Mateusz G., który od pięciu lat pracował w lokalnym markecie, był postrzegany jako człowiek pomocny i nieagresywny.
Współpracownicy 35-latka mówili:
„Wszyscy jesteśmy zszokowani. Mateusz to był po prostu dobry człowiek, zawsze uśmiechnięty, pomocny. Nigdy nie był agresywny. Nie możemy uwierzyć, że on mógł skrzywdzić swoich bliskich. Kilka dni temu wziął urlop, by być przy narodzinach maleństwa, a potem w połogu pomóc swojej żonie zajmować się córeczką”.
Pan Józef, ojciec mężczyzny, który kategorycznie nie wierzy w winę syna, podkreśla:
„Muchy by nie skrzywdził, co dopiero maleńką córeczkę czy żonę. Byli szczęśliwi razem”.
Mechanizm wyparcia
Eksperci wskazują, że brak wiary otoczenia w winę sprawcy jest naturalnym mechanizmem obronnym w małych społecznościach. Prof. Ewa Gruza zauważa, że w takich sytuacjach sygnały ostrzegawcze bywają często bagatelizowane:
„Nie chcemy uwierzyć, że ktoś z naszej społeczności byłby zdolny do popełnienia zbrodni, która wstrząśnie społecznością nie tylko lokalną, ale krajową”.
Ekspertka dodaje:
„W każdej takiej sytuacji, szczególnie wtedy, kiedy określone przestępstwo ma miejsce gdzieś w niewielkich społecznościach, które się dość dobrze znają i mają ze sobą silne związki społeczne i kulturowe, pojawiają się komentarze w rodzaju «znamy tego człowieka, bo był miły, bo się uśmiechał, bo nie słychać było awantur»”.
Zobacz też: IMGW wydał czerwone alerty. Wiatr osiągnie nawet 120 km/h
