Piłka nożna: quo vadis, polski futbolu? [FELIETON]
Tomasz Woźniak/Poinformowani.pl

Piłka nożna: quo vadis, polski futbolu? [FELIETON]

  • Dodał: Rafał Kozieł
  • Data publikacji: 14.09.2023, 07:45

Stało się to, o czym mówiło się od niedzieli – Fernando Santos przestał być selekcjonerem piłkarskiej reprezentacji Polski. Portugalczyk całkowicie rozczarował jako szkoleniowiec naszych piłkarzy. Należy jednak zastanowić się nad przyczynami takiego stanu rzeczy oraz tym, co czeka nas w przyszłości.

 

Fernando Santos pracował w Polsce od stycznia, kiedy znaliśmy już grupę eliminacyjną do przyszłorocznych mistrzostw Europy. Czechy, Albania, Mołdawia i Wyspy Owcze – taki zestaw wydawał się wręcz idealny, aby Portugalczyk poznał zawodników, jednocześnie dość suchą stopą przechodząc przez sito eliminacji. Jedynym pytaniem nie było czy, a z którego miejsca awansujemy na Euro – mówiąc inaczej, czy to my, czy Czesi zwyciężymy w grupie. Dokładając do tego zapewnienia byłego już szkoleniowca o współpracy z reprezentacjami młodzieżowymi, stałe zamieszkanie w Polsce oraz inne kurtuazyjne gierki, można było się nabrać. Sam przyznam, że przyklasnąłem decyzji Cezarego Kuleszy – doświadczony selekcjoner z kilkunastoletnim stażem w reprezentacjach, sukcesy na koncie – tak, to mogło się udać.

 

Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Okazało się, że w ciągu kilkunastu miesięcy otrzymaliśmy drugiego siwego bajeranta, również z Portugalii. Z tą delikatną różnicą, że Fernando Santos swojemu rodakowi może pozazdrościć. Owszem, Paulo Sousa także nabrał nas swoimi pięknymi słowami, pustymi obietnicami oraz obiecując gruszki na wierzbie, jednak jedno trzeba przyznać – gra reprezentacji Polski mogła się w tamtym okresie podobać, abstrahując od wyników przez nią osiąganych. Za czasów byłego już selekcjonera jako drużyna drżymy nie przed tym, z którego miejsca awansujemy na mistrzostwa Europy, bo te oddalają się z prędkością światła (pozostają jeszcze matematyczne szanse), ale czy uda nam się zająć trzecią pozycję, wyprzedzając… Mołdawię. Mołdawię! Kraj, którego etatowy reprezentant latem przeniósł się do Puszczy Niepołomice, a największa gwiazda gra w średniaku Eredivise – Heerenveen. Brak komunikacji w języku angielskim, brak Polaka w sztabie (Grzegorz Mielcarski nigdy nie był i raczej nie będzie trenerem) oraz brak reakcji na niepowodzenia na murawie też Santosowi nie pomagał. Ktoś zaraz przyczepi się, że za kadencji pierwszego z Portugalczyków straciliśmy bramkę nawet z San Marino, ale umówmy się – siedem bramek przeciw włoskiej enklawie jest bardziej okazałe, niż szczęśliwe zwycięstwo z Wyspami Owczymi u siebie. Całkowity pragmatyzm Santosa spowodował, że jest on najgorzej punktującym szkoleniowcem w XXI wieku, nie licząc tymczasowej kadencji Zbigniewa Bońka. To nie przypadek.

 

Czy to tylko wina Santosa, że jego przygoda za sterem polskiej drużyny jest nieudana? Niekoniecznie. Głośnym echem odbił się wywiad Roberta Lewandowskiego dla „Meczyków”, w którym atakuje nie tylko swoich reprezentacyjnych kolegów, ale także Cezarego Kuleszę oraz cały PZPN. Nie zamierzam oceniać treści oraz czasu tego wywiadu, ale warto skupić się na jednym aspekcie. Podobno w polskiej reprezentacji nie ma zawodników z charakterem. Spójrzmy zatem na wrześniowe spotkania. Czy którykolwiek z reprezentantów pokazał, że może być kimś dominującym nad resztą? No raczej nie. Sam „Lewy” co prawda zdobył obie bramki z Farerami, jednak w Tiranie zawiódł, podobnie jak cała reszta. Niech podsumowaniem będą słowa Wojciecha Szczęsnego, który otwarcie stwierdził, że aktualnie nie widzi szans na poprawienie morale zespołu. To świadczy o tym, że reprezentacja nie jest grupą, nie jest jednością, a zlepkiem zawodników, którzy przyjechali „odbębnić” reprezentacyjny obowiązek, polansować się na wspólnych zdjęciach, zgrywać pozory na kanale „Łączy Nas Piłka” czy opowiadać na konferencjach jak to bardzo chcą zmienić obraz, jaki widzimy. Nie o to chodzi. W tym zespole naprawdę brakuje twardych, charakternych zawodników, więc słowa naszego kapitana mają sporo sensu. Szkopuł w tym, że w ostatnich dwóch meczach Lewandowski także nie dał podstaw sądzić, że to on jest dominującą postacią w szatni!

 

Zostaliśmy bez szkoleniowca, a więc sternik piłkarskiej centrali ponownie ma twardy orzech do zgryzienia (podobnie było po ucieczce Paulo Sousy). Z Czesławem Michniewiczem trafił, z Fernando Santosem niekoniecznie. Do trzech razy sztuka. Nasuwa się więc pytanie – co dalej? Wydaje się, że w tym momencie reprezentacji Polski potrzeba kogoś, kto będzie miał charyzmę większą od ego reprezentantów. W obecnym momencie potrzeba szkoleniowca, który złapie naszych zawodników za przysłowiowe bety, nie będzie bał się ustawić piłkarzy do pionu oraz nie da sobie wejść na głowę. Co więcej, nowy szkoleniowiec będzie musiał sprawić, aby reprezentantom będzie chciało się grać! Śmieszne, prawda? Spójrzmy zatem na występ w dwóch ostatnich meczach i odpowiedź nasuwa się sama. Co więcej, potrzeba również kogoś z wielką charyzmą, kogoś, kto nie będzie bał się odsunąć reprezentanta X czy Y, niezależnie od podpowiedzi „ekspertów” i dokonań dla kadry. Trzeba to jasno powiedzieć – czas skończyć ze świętymi krowami w kadrze.

 

Jak zwykle w takich sytuacjach ruszyła już giełda nazwisk. Wśród kandydatów przewija się nazwisko bezrobotnego od końcówki ubiegłego roku Vladimira Petkovicia, jednak wydaje się, że po przejściach z Portugalczykami włodarze postawią na Polaka. Nawet pomimo tego, że niespełna rok temu Bośniak był jednym z faworytów w walce o fotel selekcjonera. Idźmy zatem dalej. Maciej Skorża? Nie wydaje mi się, aby były trener Lecha Poznań był w tym momencie zainteresowany podjęciem pracy w kadrze, wzmacniając swoją – już dość mocną – pozycję na azjatyckim rynku. Mimo to podobnie jak wielu uważam, że Skorża nadałby się do tej roli. Adam Nawałka? Nawet nie żartujmy. Jan Urban, Jacek Magiera lub inny szkoleniowiec z Ekstraklasy? Z całym szacunkiem, ale póki co są to za wysokie progi, chociaż obaj są interesującymi opcjami na przyszłość. W tej sytuacji naturalnym kandydatem wydaje się, że idealnym kandydatem będzie Marek Papszun. Widzę jednak pewne „ale”.

 

Już za 2 lata odbędą się wybory na prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej. Owszem, za kadencji obecnego włodarza, na mistrzostwach świata osiągnęliśmy historyczny od ponad 30 lat wynik, jednak wobec afery premiowej niesmak po nich pozostał. Cezary Kulesza, chcąc walczyć o reelekcję w 2025 roku, musi szukać sukcesów, a tym będzie nie udział, a odegranie ważnej roli za rok na niemieckim turnieju. Czasu zatem nie ma. Były szkoleniowiec Rakowa Częstochowa owszem, zbudował bardzo dobry zespół pod Jasną Górą, jednak tam pracował pod dużo mniejszą presją, a także miał sporo czasu na wprowadzenie swojej filozofii. Tutaj nie będzie ani jednego, ani drugiego. Wydaje się zatem, że sam Papszun może być niezbyt zainteresowany przejęciem reprezentacji „na gwałt”, bowiem zbyt wiele może mieć wtedy do stracenia. Przejęcie przez niego drużyny po zakończeniu eliminacji/barażów i ewentualnym turnieju w celu zbudowania kadry na kolejne lata? Taki pomysł miałby rację bytu, jednak już dziś wiemy, że tak nie raczej nie będzie. Raczej, bowiem w ciągu nieco ponad trzech lat przed nami wybór już czwartego selekcjonera. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby za pół roku szukać ponownie.

 

Kto zatem? Już dziś mówi się, że faworytem Cezarego Kuleszy jest jego dobry znajomy jeszcze z czasów Jagiellonii, „polski Guardiola”, Michał Probierz. Z jedynym i prawdziwym Pepem łączy go jednak tylko fryzura, bowiem na pewno nie filozofia gry. Drużyny Hiszpana charakteryzują się ciągłą próbą zdominowania przeciwnika i grą piłką, natomiast obecny szkoleniowiec reprezentacji U21 ma całkowicie inny pomysł. Na jego plus przemawia jednak to, że jego reprezentanci pokonali w tym roku Albanię 2:0. Mówiąc jednak poważnie, znakiem rozpoznawczym wszystkich drużyn prowadzonych przez Michała Probierza są dziesiątki dośrodkowań w pole karne. Czyli co, będzie powrót do nieco archaicznej „lagi na Lewandowskiego”? Niczego nie można wykluczyć. To jednak spowoduje, że oprócz archaicznego futbolu, zerowego stylu i męczenia oczu kibiców, wrócimy do narzekań na grę napastników, którzy będą musieli przepychać się w polu karnym rywali z dwoma lub trzema przeciwnikami. Nie, dziękuję.

 

Jeszcze słowo należy poświęcić obecnemu sternikowi Polskiego Związku Piłki Nożnej. Cezary Kulesza zapomniał chyba, że mamy XXI wiek i każde publicznie wypowiedziane słowo zostanie w sieci. Udzielając wywiadowi stacji RMF FM prezes się skompromitował. Gdyby takie słowa publicznie wypowiedział szary Kowalski pracujący w kopalni, fabryce, zakładzie produkcyjnym czy nawet będący stróżem na budowie, zostałby wyrzucony z pracy w trybie natychmiastowym. Tymczasem prezes PZPN bez ogródek przyznaje, że na zgrupowaniach reprezentacji jest pijaństwo i zabawa wśród działaczy oraz ich gości. Nie ich pieniądze, więc dlaczego nie? Panie Prezesie, jak to świadczy o naszym kraju i naszej piłce na arenie międzynarodowej? Ni mniej, ni więcej jak to, że polskim futbolem wciąż rządzi „beton” oraz towarzystwo wzajemnej adoracji, a pragnę przypomnieć, że z takim wizerunkiem jako społeczeństwo staraliśmy się walczyć przez ostatnie lata. Gratulacje. Mam tylko nadzieję, że nowy szkoleniowiec, ktokolwiek nim będzie, postara się odciąć od zachowań i „przykładów”, jakie idą z góry.