Dezinformacja zalewa internet. Eksperci alarmują: coraz trudniej odróżnić prawdę od fałszu
pixabay.com/madartzgraphics

Dezinformacja zalewa internet. Eksperci alarmują: coraz trudniej odróżnić prawdę od fałszu

  • Data publikacji: 13.05.2026, 21:28

Skala dezinformacji w internecie rośnie wraz z ogromnym przyrostem treści publikowanych każdego dnia w sieci. Eksperci podkreślają, że nowe technologie, w tym sztuczna inteligencja, dodatkowo przyspieszają rozprzestrzenianie fałszywych informacji i utrudniają użytkownikom ocenę, co jest prawdą, a co manipulacją. Coraz większego znaczenia nabierają więc edukacja, świadomość odbiorców oraz odpowiednio skonstruowane regulacje, które mają ograniczać skalę zjawiska bez naruszania wolności słowa.

Fake newsy stały się codziennością

Z raportu „Dezinformacja oczami Polaków”, przygotowanego przez Digital Poland, wynika, że już w 2024 roku aż 84 proc. Polaków zetknęło się z fake newsem. Co więcej, dziewięć na 10 osób uwierzyło przynajmniej raz w nieprawdziwą informację. Zdecydowana większość badanych uważa też, że w ostatnich latach skala dezinformacji wyraźnie wzrosła.

 

Eksperci wskazują, że problem jest dziś znacznie większy niż jeszcze dekadę temu. Powodem jest przede wszystkim ogromna liczba treści publikowanych każdego dnia w internecie.

 

– Kiedy przybywa informacji, automatycznie przybywa również dezinformacji. Treści zmanipulowanych i zafałszowanych jest coraz więcej, a granica między prawdą a fałszem zaczyna się zacierać – podkreśla Katarzyna Bąkowicz z SWPS University.

 

Najczęściej z dezinformacją użytkownicy spotykają się w mediach społecznościowych. Ponad połowa badanych wskazuje właśnie platformy społecznościowe jako główne źródło fake newsów. Problem dotyczy jednak także portali informacyjnych, blogów i forów internetowych.

Sztuczna inteligencja zwiększa skalę problemu

Coraz większym wyzwaniem stają się manipulacje tworzone przy użyciu sztucznej inteligencji. Aż 71 proc. uczestników badania uważa, że w ostatnich latach wzrosła liczba fałszywych treści generowanych lub wspieranych przez AI. Chodzi nie tylko o zaawansowane deepfake’i, ale również prostsze manipulacje obrazem, dźwiękiem czy kontekstem wypowiedzi. Dzięki nowym narzędziom tworzenie fałszywych materiałów jest dziś znacznie łatwiejsze i tańsze niż jeszcze kilka lat temu.

 

Eksperci zwracają uwagę, że dezinformacja nie ogranicza się wyłącznie do zorganizowanych kampanii prowadzonych przez państwa czy grupy polityczne. Fałszywe informacje może dziś tworzyć praktycznie każdy użytkownik internetu.

 

– Technologie bardzo ułatwiają manipulowanie treściami. Mamy zarówno profesjonalne kampanie dezinformacyjne, jak i działania pojedynczych użytkowników sieci – wskazuje Katarzyna Bąkowicz.

Platformy nie radzą sobie z usuwaniem treści

Problemem pozostaje także skuteczność moderowania fałszywych informacji przez platformy internetowe. Z danych NASK wynika, że w ubiegłym roku zgłoszono do serwisów społecznościowych ponad 46 tys. materiałów zawierających dezinformację.

 

Część treści została oznaczona lub ograniczona, jednak około 20 proc. zgłoszeń pozostało całkowicie bez reakcji platform. Oznacza to, że tysiące materiałów dezinformacyjnych nadal funkcjonują w sieci i mogą docierać do kolejnych odbiorców. Eksperci podkreślają jednak, że całkowite wyeliminowanie dezinformacji z internetu jest praktycznie niemożliwe. Kluczowe staje się więc ograniczanie jej zasięgu oraz budowanie odporności społecznej.

Regulacje mają pomóc, ale budzą kontrowersje

Jednym z najważniejszych europejskich narzędzi walki z dezinformacją jest unijne rozporządzenie Digital Services Act, które nakłada na największe platformy internetowe obowiązki związane z ograniczaniem ryzyka rozpowszechniania fałszywych treści. W Polsce przepisy dostosowujące krajowe prawo do DSA zostały jednak zawetowane przez prezydenta Karola Nawrockiego. Jednym z głównych argumentów były obawy dotyczące możliwości nadmiernej ingerencji w wolność słowa i ryzyka cenzury. Równolegle kolejne ministerstwa przygotowują własne rozwiązania dotyczące walki z dezinformacją. Dotyczy to m.in. obszaru zdrowia czy ochrony środowiska. Jednym z przykładów jest projekt tzw. lex szarlatan, który ma ograniczać pseudomedycynę i fałszywe informacje zdrowotne.

Najważniejsza pozostaje świadomość odbiorców

Eksperci podkreślają, że nawet najlepsze regulacje nie zastąpią krytycznego myślenia użytkowników internetu. Kluczowe znaczenie ma umiejętność weryfikowania informacji i unikanie impulsyjnego udostępniania sensacyjnych treści. Podstawowe zasady są proste: warto sprawdzić autora publikacji, datę, źródło informacji i zwrócić uwagę, czy nagłówek nie został stworzony wyłącznie po to, by wywołać emocje.

 

– Najważniejsze jest, żeby dać sobie czas i nie przekazywać informacji dalej, dopóki nie zostanie ona potwierdzona – podkreśla Katarzyna Bąkowicz.

 

Eksperci zaznaczają, że walka z dezinformacją będzie procesem długotrwałym. Efekty edukacji i nowych regulacji nie pojawią się od razu, ale bez takich działań problem będzie nadal narastał wraz z rozwojem technologii i rosnącą liczbą treści publikowanych w sieci.

 

 

Przeczytaj też: Unijne regulacje a wolność słowa, czy DSA to narzędzie cenzury?