O mrocznych zaułkach Wrocławia po raz kolejny - recenzja książki "Nielat" Piotra Kościelnego

O mrocznych zaułkach Wrocławia po raz kolejny - recenzja książki "Nielat" Piotra Kościelnego

  • Dodał: Bartosz Szafran
  • Data publikacji: 28.01.2024, 02:13

Piotr Kościelny nabiera rozpędu. W październiku ubiegłego roku czytaliśmy Szymka, a już w styczniu mamy okazję poznać kolejną powieść wrocławskiego pisarza.  Podobną do poprzedniej, zanurzoną w mrocznych czasach i zaułkach wrocławskich lat dziewięćdziesiątych. Nielat to książka niełatwa nie tylko w warstwie kryminalnej, ale przede wszystkim obyczajowej. Takie jednak mieliśmy czasy te ćwierć wieku temu. Niektórzy je pamiętają, inni tylko o nich słyszeli. Wszystkim jednak tę lekturę polecam. 

 

Zacznę tak trochę nietypowo, od formy. W książce mamy dwie narracje - trzecioosobową i pierwszoosobową. Na początku powieści dodatkowo przesunięte są one o kilka lat w czasie, ze strony na stronę, z rozdziału na rozdział jedna goni drugą, by spotkać się w jednej przestrzeni w efektownym finale. Jakkolwiek nie lubię takich niejednorodnych form narracji, to w Nielocie broni się ona znakomicie. Myślę, że w inny sposób autorowi nie udałoby się przekazać czytelnikowi tego wszystkiego, co przekazać chciał. Te dwie narracje to też dwie najważniejsze warstwy powieści - kryminalna i ta, jak się zdaje zdecydowanie ważniejsza, obyczajowa. Przeplatają się one, owijają wokół siebie, tworząc klimat, który porusza do głębi i nie pozostawia obojętnym. Warsztatowo Nielat wypada przyzwoicie, ale autor, a szczególnie redaktorzy, nie uniknęli drobnych wpadek, jak słowo powtórzone w jednym ze zdań dwa razy tuż po sobie, czy powtórzony niemal słowo w słowo dialog dwóch bohaterów w dwóch kolejnych rozdziałach. Autorowi takie rzeczy umknąć mogą, ale redaktorzy i korektorzy tak zacnego wydawnictwa jak Czarna Owca ciut głowę popiołem posypać powinni. Oczywiście nie są to błędy dyskwalifikujące, ale uważny czytelnik je z pewnością wychwyci. Językowo i stylistycznie książka jest napisana dobrze, czy ta się ją bez zgrzytania zębami, widać, że Kościelny pióro ma już wyrobione i sprawne. Zresztą by napisać tak dobrą i sporą objętościowo (jak na obecne standardy) książkę w tak krótkim czasie trzeba być pisarzem już wyrobionym i pełnoetatowym.

 

Nielot jest bardzo bliski Szymkowi. W formie, czasoprzestrzeni i treści, jakkolwiek nie stanowi żadnej jego kontynuacji. Warstwa kryminalna książki jest istotna, ale zdecydowanie nie najważniejsza, stanowi tło i pretekst do wymalowanej bardzo mocnymi barwami rzeczywistości wrocławskich późnych lat dziewięćdziesiątych. Czasów dokonującej się już na dobre przemiany ustrojowej, której największe koszty ponieśli zwyczajni ludzie, a ci, którzy za komuny mieli się dobrze, za demokracji mają się jeszcze lepiej. Narkotyki, alkohol, prostytucja, bezdomność, pedofilia, wszechobecna bieda, kombinatorstwo, łapówkarstwo - ci, którzy żyli w tamtych czasach doskonale to pamiętają i w książce Kościelnego odnajdą wierny obraz tamtych lat. Brutalny, mroczny, wstrząsający momentami, ale jakże niestety prawdziwy. Autor bez pardonu obnaża patologie wielu środowisk, nie oszczędza nikogo - policji i pracowników służb, kleru, artystów, nauczycieli i wychowawców i wielu innych. W tym wszystkim najbardziej pozytywnymi postaciami jawią się policjanci wydziału zabójstw - może nie kryształowi, ale jednak mający zasady i w gruncie rzeczy uczciwi. 

 

Mamy też skądinąd sympatyczne obrazki Wrocławia lat dziewięćdziesiątych. Kościelny żył wtedy w mieście nad Odrą i chyba lubił smak dworcowych zapiekanek i knysz, dramatycznie niezdrowe to było, ale kto nie spróbował, ten nie wie, jak smakowały tamte wrocławskie (i nie tylko) lata. Mi osobiście ślinka poleciała gdy czytałem o chłopakach te zapiekanki i knysze zajadających. To Wrocław, który wciąż jeszcze zbierał się po tragicznej powodzi stulecia, który nie wiedział, że po dekadzie stanie się gospodarzem jednej z największych sportowych imprez na świecie, co odmieni jego oblicze. Szykował się na przyjazd papieża, z tej okazji pudrował niedostatki urody i cerował ubytki w uzębieniu. Brudny, śmierdzący dworzec, mniej i bardziej dzikie targowiska, ciemne zaułki, liczne meliny i zapuszczone kwadraty. Tego miasta już w takim zakresie nie ma, pewnie o dobrze, że tak wiele się zmieniło, ale warto sobie przypomnieć, że było kiedyś Kino Dworcowe, do którego nie na filmy się chodziło, tylko po zupełnie inne doznania. Tam gdzie teraz stoją eleganckie galerie ćwierć wieku temu dominował syf, brud i ubóstwo, a tam, gdzie teraz widujemy szykowne panie i eleganckich panów, dominowały mocno doświadczone życiem kurtyzany i ich opiekunowie.

 

Najmocniejszą jednak i najważniejszą częścią Nielata jest dla mnie opowiedziana w pierwszej osobie historia... no dobrze, chyba jednak głównego bohatera tej powieści. Zawahałem się, poprzednie zdanie początkowo inaczej sformułowałem, ale ostatecznie je przerobiłem, by nie zdradzić za wiele, by nie odebrać czytelnikowi przyjemności... No i znów, przecież lektura tych fragmentów wcale nie jest przyjemna, wręcz odwrotnie, jest momentami aż trudna do zniesienia, chwilami niemożliwa do zaakceptowania. A jednak porażająco prawdziwa, takie rzeczy działy się i dzieją się wciąż nadal niestety. To właśnie ta warstwa, te fragmenty z ostatnim na czele sprawiają, że kiedy zamyka się książkę po lekturze trudno powiedzieć coś rozsądnego. Rzadko się zdarza, by powieść w założeniu kryminalna aż tak na koniec zatykała i tak mocno dawała do myślenia. Nawet pomyślałem o tym, by te kilkadziesiąt stron (tyle się chyba tego uzbierało) napisanych z perspektywy głównego bohatera przeczytać raz jeszcze - chronologicznie, ale bez fragmentów pisanych w trzeciej osobie. Same w sobie te części pozostaną w pamięci. Mam też wrażenie, że tytułowy Nielat to nie jedna konkretna osoba, lecz bohater zbiorowy, pokolenie nastolatków, któremu przyszło w dorosłość wchodzić w przedziwnych czasach przełomu wieków. Bo to książka o tym właśnie czasie i tych właśnie ludziach, a nie jakiś tam zwykły kryminał.

 

Kościelnego poznałem przy okazji Szymka i już wtedy spodobało mi się tego autora pisanie. W Nielacie udowadnia wrocławianin, że jest pisarzem nietuizinkowym, niby autorem kryminałów, a jednak tak naprawdę książek o spektrum zdecydowanie szerszym, mających nie tylko bawić, czy też wystraszyć, ale także do głębio poruszyć i dać do myślenia. Tak czy owak od książki trudno się oderwać, mi zabrała trzy wieczory, w tym jeden, wstyd może się trochę przyznać, spędzony w pracy. Kiedy piszę te słowa jest środek nocy, tak gdzieś koło drugiej, ale wcale spać mi się nie chce. Wciąż przed oczyma mam te ostatnie kilkanaście akapitów...

 

Tytuł: Nielat

Autor: Piotr Kościelny

Data premiery: 24 stycznia 2024

Stron: 423

Wydawnictwo: Czarna Owca

 

Ocena: 8/10

 

Piotr Kościelny (rocznik 1978) – pisarz, prywatny detektyw, specjalista ds. bezpieczeństwa i windykacji terenowej. Instruktor samoobrony. Prowadzi własne biuro detektywistyczne na terenie Wrocławia i Głogowa. Autor powieści z pogranicza kryminału, thrillera i sensacji, ceniony przez czytelników za mocne pióro i realizm. Miłośnik zwierząt, posiada trzy koty i psa rasy bokser.

 

Opis fabuły od wydawnictwa: Wrocław, lata dziewięćdziesiąte. Szara rzeczywistość i bieda. Nastoletni Michał musi poświęcić wiele, by przetrwać w otaczającym go świecie. Policjanci z wydziału zabójstw komendy miejskiej we Wrocławiu prowadzą sprawę zabójstwa znanego aktora. Mężczyzna został znaleziony w melinie w centrum miasta. Komisarz Nawrocki zwany „Chartem” nie ma pojęcia, że będzie to najtrudniejsze śledztwo w jego dotychczasowej karierze. Równocześnie wydział prowadzi śledztwo w sprawie znalezionych zwęglonych zwłok nastolatka. Co łączy te dwie sprawy? Jaką tajemnicę zabrał do grobu aktor? Co sprawiło, że Michał musiał podjąć najtrudniejszą w życiu decyzję?

 

Mocna do bólu, bulwersująca, szokująca, opisująca patologiczne zachowania. Ale nie dla mnie – jako biegły sądowy seksuolog wielokrotnie miałem do czynienia z łudząco podobnymi historiami. Jednak dla przeciętnego człowieka lektura „Nielata” może być wstrząsająca. To już kolejny tytuł Kościelnego, który otwiera oczy, przyprawiając równocześnie o ciarki.

Polecam Andrzej Depko

 

Bartosz Szafran

Od wielu wielu lat związany ze sportem czynnie jako biegający, zawodowo jako sędzia i medyk oraz hobbystycznie jako piszący wcześniej na ig24, teraz tu. Ponadto wielbiciel dobrych książek, który spróbuje sił w pisaniu o czytaniu.